A-TRUE EARL GREY BLACK TEA SOOTHING MOISTURE ESSENCE - Serum do cery zanieczyszczonej, trądzikowej oraz tłustej i mieszane

Niesamowicie długo wstrzymywałam się z tą recenzją, aby napisać ją jak najpełniej. Konsekwencją tego jest fakt, że serum trafiło już do projektu denko.
Kosmetyki azjatyckie to dla nas ciekawostki, dla mnie również, dlatego bardzo się cieszyłam, gdy przyszła do mnie paczuszka od Ber De Ver. Gdyby nie Pani Agnieszka to nie miałabym możliwości przetestować tego cudeńka. 


Musicie mi wybaczyć brak opisu oraz składu, ponieważ wszelkie te informacje były dostępne na stronie Ber De Ver, jednakże chwilowo serum zniknęło i nie mam do nich dostępu. Wszystkie napisy na kartoniku, jak i opakowaniu są w języku angielskim lub chińskim, więc napiszę to, co udało mi się odczytać.
Skład tego produktu naprawdę zachwyca. Przede wszystkim znajdziemy w nim aż 74% ekstraktu z czarnej herbaty, która jest podstawą całej mieszkanki. Reszta została skomponowana na podstawie wyciągów oraz ekstraktów mających przynieść ulgę skórze trądzikowej i tłustej, a także składników nawilżających.
Brak w wyliczance między innymi parabenów, olejów mineralnych, SLS-ów czy innych świństw szkodzących naszej cerze. 


30 ml buteleczka serum, przychodząca w kartoniku z niesamowicie długą ulotką, zawierającą wszelkie informacje, posiada bardzo wysoką cenę, ponieważ jest to około 200 zł.
Przyznam, że z własnej kieszeni takiej kwoty bym nie wyłożyła.
Drugim minusem tegoż produktu jest opakowanie. Przede wszystkim zostało dziwacznie skonstruowane, ponieważ jak widzicie posiada pompkę, do której nie został przyczepiony żaden mechanizm zasysający produkt na górę, przez co buteleczka musi stać cały czas ,,na głowie", aby serum spłynęło. W środku opakowania zostało także umieszczona jakby zatyczka, która uniemożliwia wydobycie resztek produktu ze środka, przez co wiem, że nie zużyłam tego specyfiku do samego końca. Samo opakowanie jest także zbyt twarde, aby je przeciąć. Zabarwiona całkowicie buteleczka jest także poniekąd minusem.
Chyba jedynym jego plusem jest świetnie działająca, wcześniej wspomniana już, pompka dozująca produkt.

Serum posiada lekką, zabarwioną na mętny odcień konsystencję. Nie potrafię opisać jego struktury, gdyż nie jest to krem, ani nic żelowego, ale jakby skoncentrowane serum, które po nałożeniu na twarz przez chwilę pozostawia ,,wodny" efekt, by później zmatowić całkowicie buzię. Delikatny herbaciany zapach umila aplikację.
Zaczęłam je stosować w dniu, w którym do mnie przyszło, więc 9 października a wykończyłam je około 21 listopada, będąc dokładną, co daje nam około 1,5 miesiąca regularnego stosowania. Dodam, że były to codziennie dwie pompki, stosowane wyłącznie pod makijaż.
Właśnie w ten sposób serum sprawdziło się u mnie najlepiej. Fantastycznie przygotowywało buzię pod późniejsze kosmetyki kolorowe. W dodatku błyskawicznie się wchłaniało, więc można było odliczyć czas oczekiwania na wchłonięcie podstawy.
Nie myślałam, że tak lekka konsystencja produktu może dobrze nawilżać. Mogłam zapomnieć całkowicie o suchych skórach, które potrafiły mi od czasu do czasu odstawać. Na dobrze nawilżonej buzi makijaż także zupełnie inaczej wygląda. Jednocześnie walczyło ono z powstałym trądzikiem i zapobiegało wyskoczeniu nowego. Serum to w połączeniu z olejem z czarnuszki pozwoliło mi uzyskać najlepszy, od co najmniej trzech lat stan mojej cery. Była i jest ona nadal czysta, bez większych niedoskonałości i niespodzianek. Wygładza także buzię oraz ją matowi, co w moim przypadku było widać, bo zmniejszeniu przetłuszczania się skóry w ciągu dnia. 


Gdyby nie cena i brak dostępności to podejrzewam, że trafiłoby do mojej pielęgnacji na stałe. Serum to trafiło do ulubieńców, a to coś znaczy, gdyż nie wrzucam tam byle, czego, a produkty, które nawet mimo minusów zasługują na uwagę. 

15 komentarzy:

  1. Faktycznie cena wysoka ;) Ale przyznam, że to ciekawy produkt, choć być może nie dla mojej cery ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Marka jest mi zupełnie obca, właściwie tak jak cała oferta tego sklepu, w którym jest dostępne. Jesli sie sprawdza, to mysle, ze od czasu do czasu warto pozwolić sobie na make szaleństwo ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie miałam kosmetyków azjatyckich, także nie jest mi znany ten produkt, szkoda że cena jest wysoka, to nie zachęca do kupna :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie dla mnie, bo mam bardzo suchą cerę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Może i jest dobre ale za taką cenę mam nasze polskie dobre jakościowo produkty łatwiej dostępne :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cena dla mnie na dzień dzisiejszy zaporowa ;)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.