Maybelline, korektor Ani-Age Effekt - 20 Nude

08:30
Dobry korektor to dla mnie podstawa. Już nieraz wspominałam, że jestem posiadaczką genetycznych, fioletowo-niebiesko-szarych cieni pod oczami, które muszę mieć odpowiednio zakryte.
Czy niedostępny na naszym rynku korektor marki Maybelline Ani-Age Effekt spełnił moje oczekiwania? 



Strasznie żałuję, że nasze, polskie szafy marki Maybelline nie są wyposażone w ten produkt. Kupując go miałam do wyboru tylko jeden odcień - 20 Nude - i tak, dokonywałam zakupu w ciemno. Kolor podglądałam jedynie w internecie, ale i tak wiedziałam, że może nie pasować, więc zaryzykowałam.
Zapłaciłam za niego koło 12 zł bez przesyłki. Przyszło do mnie bardzo zgrabne, świetnie wykonane opakowanie o pojemności 6 ml. Tak naprawdę jest to sztyft i aby wydobyć produkt ze środka, trzeba przekręcić jego nasadę. Wydobywa się wtedy specyficzny dźwięk, jakby przekręcanej zębatki. Jak możecie zauważyć na zdjęciach mój egzemplarz nie posiada gąbeczki, która fabrycznie jest dołączona do tego produktu. Usunęłam ją ze względów higienicznych oraz oszczędności produktu, ponieważ potrafi ona go strasznie spijać. Dzięki temu zabiegowi odpowiednia ilość produktu wydobywa mi się z tej malutkiej rureczki, co jest dla mnie znacznie lepszym rozwiązaniem.



Widząc ten dość ciemny odcień, wpadający w beżowo-żółte tony byłam wręcz przekonana, że będzie za ciemny. Jednakże jakimś cudem świetnie stapia się z odcieniem skóry, przy tym dodatkowo nie ciemniejąc.



Korektor posiada gęstawą konsystencję, ale jednocześnie bardzo lekką, która fantastycznie się rozprowadza. Nie wchodzi w załamania skóry, nie podkreśla nieestetycznych miejsc.
Pozostawia mokre, błyszczące wykończenie, więc koniecznie wymaga przypudrowania, które należy wykonywać ruchem wciskającym lub wklepującym, ponieważ jeżeli nie zdąży od dobrze wyschnąć potrafi się przesuwać, co zauważyłam u siebie, gdy tworzyły mi się pod oczami jakby linie z przesuniętego produktu.
Nadaje się także, jako baza pod cienie, ponieważ świetnie ujednolica koloryt powieki, trzyma cienie i podbija ich kolor. Wielokrotnie makijaż oczu wykonany przy jego podstawie wytrzymał całą noc.
Jest to produkt o mocnym kryciu, który jest w stanie zakryć moje cienie pod oczami, więc w każdej kryzysowej sytuacji wiem, że mogę po niego sięgnąć. Może nie rozświetla mocno spojrzenia ze względu na swój odcień, ale na pewno sprawia, że wygląda ono świeżo. Dobrze współpracuje z podkładami, czy innymi produktami wcześniej nałożonymi na skórę. W kwestii zatuszowanie niedoskonałości się nie wypowiem, ponieważ w tym celu stosuję cięższe kamuflaże, aczkolwiek podejrzewam, że tej roli również by się sprawdził.
Utrzymuje się cały dzień w nienaruszonym stanie, przy czym nawet, jeżeli odrobinę się zatrze to robi to równomiernie, nie tworząc plam. 




Śmiało mogę stwierdzić, że jest to jeden z lepszych korektorów, jakie kiedykolwiek używałam. Apel do marki Maybelline: wprowadźcie je do naszych szaf! 

32 komentarze:

  1. Apeluję o to samo!
    Co prawda nie miałam jeszcze okazji go używać ale amerykańskie youtuberki tak go chwalą, że po prostu muszę go kiedyś dorwać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie!
      I ja się pytam dlaczego takie produkty nie trafiają na nasz rynek!?

      Usuń
  2. Na YT wiele dobrego o nich słyszałam, szkoda, że nie ma go u nas :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielka szkoda. Dobrze, że można go dorwać w internecie.

      Usuń
  3. Nigdy go nie widziałam... A szkoda :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam wersję chyba amerykańską z bordową nakrętką. TO najlepszy korektor jaki miałam, nawilża, wygładza, rozświetla :) cudo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę musiała dorwać tą wersję, bo ta jest niemiecka.

      Usuń
  5. Bardzo ładne ma krycie :)

    http://carminlove.pl/

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że go u nas nie ma, bo mam ochote na niego od dawna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety jednym rozwiązaniem jest internet.

      Usuń
  7. dla mnie też korektor to podstawa, tego jeszcze nie mialam, jak na razie od kilku opakowań jestem wierna Loreal true match :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm to chyba mam kolejnego kandydata do wypróbowania :).

      Usuń
  8. może będzie dane mi go kiedyś wypróbować ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Miałam go, ostatnio znalazł się w denku, ale miałam co do niego mieszane uczucia

    OdpowiedzUsuń
  10. Może kiedyś wypróbuję, choć do korektorów jestem zrażona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie dobrze! U mnie korektor to must have.

      Usuń
  11. Faktycznie efekt jest niezły :))

    OdpowiedzUsuń
  12. Mimo tego, że nie używam tego typu produktów, jestem pod dużym wrażeniem, jeśli chodzi o krycie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę osobom, które nie muszą używać korektorów :D.

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.