Manicure hybrydowy - moje doświadczenia i przemyślenia

Kończąc wszelkie wywody na temat manicuru hybrydowego, postanowiłam przygotować post podsumowujący moje doświadczenia oraz przemyślenia na temat tego wynalazku, który ostatnimi czasy pojawiał się na wielu blogach często i gęsto. 


Przede wszystkim muszę podziękować firmie Diamond Cosmetics Poland, która umożliwiła mi nabycie nowego doświadczenia, gdyż rozpoczęcie zabawy z tą przyjemnością jednak sporo kosztuje, a mnie z budżetu studenckiego nie byłoby po prostu stać. Nie wpłynęło to oczywiście na moją subiektywną opinię zarówno na temat produktów, jak i całego zabiegu. 
Produkty marki Semilac to naprawdę wysoka półka, którą sobie wiele osób chwali i z chęcią dołączam do tego grona. W wielu artykułach o hybrydach podkreśla się, że trwałość zależy również od lakierów, jakich używamy, co oczywiście jest prawdą, a te dają nam pewność najwyższej, jakości. 


Przy wykonywaniu manicuru trzeba być bardzo dokładnym i precyzyjnym, trzęsące się dłonie nie są tu wskazane, ponieważ można osiągnąć dziwaczne efekty. Zapamiętać również należy, aby każda warstwa, którą następnie będziemy utrwalać pod lampą UV była maksymalnie cieniutka, gdyż w innym wypadku efekt końcowy nie będzie wyglądał estetycznie, a narażamy się także na powstawanie bąbelków powietrza pod wykonanymi warstwami. Konieczne jest dojechanie jak najbliżej skórek, co daje nam pewność, że zbyt szybko nie będzie widać odrostów, chyba, że w zastraszającym tempie rosną wam pazury. 
Niewątpliwym plusem tego zabiegu jest jego trwałość, która potrafi się utrzymać nawet do 3 tygodni. Mnie ocalił od malowania paznokci w czasie sesji, kiedy wolałam skupić się na nauce. Dodatkowo nic nie jest w stanie go zniszczyć. Pranie, sprzątanie, zmywanie, drapanie a nawet chlor z basenu, sprawdziłam wszystko po wielokroć i manicure wyglądał po dwóch tygodniach dokładnie jak w dniu wykonania, wliczając w to piękny blask paznokci. Jeśli manikiurzystka go wykonująca, lub wy same posiadacie także umiejętności do malowania różnych wygibasów na pazurach, ja niestety jestem beztalenciem w tym temacie, można i tym dłużej się cieszyć. 


Problematyczne okazuje się być zmywanie tego maleństwa, o czym wspominałam zarówno ja, jak i wy w swoich komentarzach. Jeśli zostanie ono przeprowadzone w odpowiedni sposób, to paznokciom nic nie grozi. Płytka nie powinna na tym ucierpieć, a nawet skorzystać, gdyż poniekąd sprzyja to także zapuszczeniu. Należy jednak temu poświęcić troszkę więcej czasu oraz cierpliwości, co czasem okazuje się bardziej wymagające niż samo wykonanie manicuru i tutaj może się okazać, że jego usunięcie jak i stworzenie wychodzą porównywalnie czasowo tak samo jak malowanie zwykłym lakierem razem z wysychaniem. 
Osobiście tym zabiegiem jestem zauroczona i tak naprawdę gdybym mogła to chyba nosiłabym tylko hybrydy, wychodzi, że jestem leniem, ale cenię sobie wielce swój czas, który jest mocno nadszarpywany. Znalazłam w nim wszystko, czego oczekuje, a trzeba przyznać, że wymagająca jestem. Podstawę już, jakąś posiadam, wiec mam nadzieję, że w najbliższej przyszłości uda mi się swoją kolekcję poszerzyć o osobistą lampię, a potem o następne przecudowne kolory i tylko cieszyć się hybrydami. 

7 komentarzy:

  1. Ja również dołączyłam do grona dumnych nosicielek hybryd :) Twój pastel peach jest podobny do mojego milk peach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. qrcze, nigdy nie miałam hybryd i w sumie trochę przeraża mnie już sama nazwa :P ale efekt jest rzeczywiście super

    OdpowiedzUsuń
  3. ja jeszcze nie miałam styczności z tą metodą ale jestem jej niezmiernie ciekawa ;) http://creamshine.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że nie ma tak cudownego środka na skórki...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja także swego czasu cały czas nosiłam hybrydy i jestem ich wielką fanką, zdecydowanie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałam tylko raz i moje pazurki wtedy super wyglądały :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hybryd nigdy nie miałam ale żele tak :) Ale podobno hybrydy są trwalsze :)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.