Flormar, Blush-On 81 - róż czy bronzer?

08:30
Przy okazji ostatniego tagu, jako literkę F wymieniłam markę Flormar, wspominając, iż posiadam jeden z ich produktów. Zainteresowała Was ta wiadomość, więc pomyślałam sobie, że napiszę parę słów. 
Wypatrzyłam ten produkt na wakacjach w Bułgarii kilka lat temu, więc trochę czasu już u mnie gości. Wszystkie informacje na nim są w języku rosyjskim, więc musiałam posiłkować się internetem, aby znaleźć jakiekolwiek informacje. 



Na stronie sklepu on-line marki Flormar te pojedyncze, mające gramaturę 6 gram róże, są dostępne w cenie 16,90 za sztukę - klik. Niestety nie pamiętam ile zapłaciłam na swój egzemplarz w przeliczeniu na polskie złote.
Opakowanie jak możecie zauważyć jest już odrobinę zdezelowane, ale nic dziwnego skoro leży u mnie tyle czasu. W środku znajdował się również nie zdatny do niczego pędzelek, który leży od dawna w koszu, ale można dotrzeć tam również bardzo malutkie lusterko. Nazywam je ,,lusterkiem od biedy", ponieważ po takie maleństwo sięga się tylko w ostateczności. Najważniejsze, że zostało wykonane z twardego plastiku, choć nie wiem jak zachowałoby się przy spotkaniu z podłogą. 




Produkt ma bardzo interesujący kolor. Niby jest to róż i oczywiście można go tak stosować, ale odcień ma na tyle uniwersalny, że nadaje się również do aplikowania, jako bronzer, ponieważ nie posiada pomarańczowych tonów czy drobinek. Myślę, że bladzochy byłby naprawdę zadowolone. Odcieniem przypomina mi odrobinę mój bronzer z Essence dla blondynek.



Miękka, wręcz pudrowa konsystencja sprawa, że wystarczy dosłownie przeciągnąć po nim delikatnie pędzelkiem. Przez to też trzeba uważać, aby nie nabrać go za dużo, bo można sobie wyrządzić potem krzywdę. Nadmiar warto strzepać, wówczas sama aplikacja jest szybka, bo rozciera się równie świetnie. Lubię do niego powracać latem, kiedy stawiam bardziej na opalanie swojej buzi niż konturowanie. Stosowany, jako róż daje naprawdę interesujący odcień rumieńca, który nie jest przerysowany czy też nienaturalny, ale ciągle nadaje buzi świeżego wyglądu. Zdarzało mi się nawet najpierw konturować kości policzkowe czymś innym, a potem go używać na same policzki. 
Utrzymuje się cały dzień, a nawet, jeśli odrobinę zejdzie w ciągu dnia, bo będziemy buzi namiętnie dotykać, to zrobi to równomiernie, nie zostawiając nieestetycznych plam. 

Jest to produkt, którego nie doceniałam i nie robię tego nadal. Dlaczego? Nie wiem. Może za 10 lat go zużyję, nawet, jeśli jest godny polecenia. 

13 komentarzy:

  1. Ciekawa czy znajdę gdzieś u siebie Flormar stacjonarnie żeby go zmacać bo odcień wygląda kusząco :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie nie znalazłam go nigdzie u siebie stacjonarnie, a szkoda, bo chętnie przyjrzałabym się asortymentowi. :)

      Usuń
  2. Jak dla mnie na nadchodzące sezony zbyt ciemny. Kiedyś widziałam fajne duo z Flormar z dość jasnym bronzerem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On wydaje się być tak ciemny, tak naprawdę daje bardzo subtelny i delikatny kolor. To duo sama z chęcią bym przetestowała. :)

      Usuń
  3. Kolorek nie mój, produkt może być dobry, ale jak piszesz, że masz go kilka lat, to ja bym już go nie używała jeśli od początku jest już otwarty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już przestałam go używać, zostawiłam go tylko dla recenzji. :)

      Usuń
  4. Ja szczerze powiedziawszy tez nie szaleje za takimi brzydkim kaczątkami w mojej kolekcji, opakowanie mnie zniechęca :p

    OdpowiedzUsuń
  5. najchętniej wypróbowałabym go przed zakupem, ale kolorek wydaje się ciekawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że ich szafy są tak słabo dostępne, sama bym pomacała :D

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Na dłoni wygląda rzeczywiście na dość mocny, ale to efekt kilkukrotnego dokładania produktu. Efekt można ładnie wystopniować, dlatego też napisałam że bladziochy byłyby zadowolone :).

      Usuń
  7. Ja na razie wierna theBalm Bahama mama <3

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.