Czytamy składy kosmetyków...

09:09
Pisząc dla Was recenzję, bardzo często odnoszę się do składu danego produktu. Osobiście uważam, że jego analizowanie i znajomość chociażby podstawowych składników, jest bardzo ważne, aby po prostu nie naciąć się, przy zakupie kosmetyków. Dzięki tej wiedzy możemy uniknąć składników, które mogą wyrządzić nam krzywdę, a żadna nauka nie idzie też w las. Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam poradnik, którym sama się kieruje. Zapraszam. :) 


Pierwszą sprawą jest wytłumaczenie skrótu INCI, który znajdziemy na samej górze wyliczanki. Oznacza on International Nomenclature of Cosmetic Ingrediens - Międzynarodowe Nazewnictwo Składników  Kosmetyków. Większość szczegółowych regulacji uregulowanych zostało w prawie Unii Europejskiej, ale to nie oznacza, że w naszym systemie prawnym nic nie znajdziemy - Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 12 czerwca 2002 reguluje dozwolone, jak i niedozwolone do stosowania składniki w kosmetykach w ograniczonym stężeniu. Wśród mnogości przepisów znajdziemy m.in to, że składy kosmetyków muszą być umieszczone na opakowaniu lub dołączonej do opakowania ulotki. Wszystkie składniki zamieszczane powinny być w kolejności malejącej, czyli element którego jest najwięcej znajduje się na pierwszym miejscu, a reszta w stosunku do ilości coraz dalej na liście. Substancji, których ilość jest mniejsza niż 1% mogą zostać wypisane w nieuporządkowanej kolejności, najczęściej jednak czyni się to w kolejności alfabetycznej.
Nazwy substancji roślinnych podawane są w języku łacińskim, pozostałe po angielsku. 

Na co należy zwrócić uwagę?
Po pierwsze na barwniki oznaczone jako CI (Color-Index), do którego dodawany jest numerek odpowiadający danemu kolorowi. W kosmetykach kolorowych mają one wiele zalet, jak na przykład zieleń, ale służą także do ,,upiększania" innych produktów, co nie zawsze bywa korzystne. Dla przykładu: CI 77492 to żółć. 
Po drugie to przyjęta zasada, że wszystko co znajduje się po Parfum/Fragrance, czyli kompozycji zapachowej, występuje w danym produkcie w bardzo niewielkiej ilości. Moim zdaniem warto się temu przyjrzeć, kupując jakiś kosmetyk, ponieważ producent w reklamach może wciskać nam różne bzdury, ale składem nas nie oszuka. Wspominając o tej kwestii należy także dodać, iż pod podaną wcześniej frazą mogą się kryć ogromne ilości substancji zapachowych, nawet potencjalnie alergennych. Istnieje tylko 26 substancji, które muszą zostać wymienione z nazwy (pod warunkiem że ich ilość przekracza 10mg/kg w kosmetykach bez spłukiwania oraz 100 mg/kg w kosmetykach spłukiwanych), co do reszty prawo się nie wypowiada.
Trzecią kwestią jest zasada: Im krótszy skład tym lepszy. Często można przekonać się o jej prawdziwości, ale pamiętajmy że można odnaleźć wyjątki. Jeśli wszystkie elementy składu ze sobą współgrają, to niech ta ostateczna wyliczanka będzie jak najdłuższa, ale korzystna dla klienteli. 

Sam skład to jednak nie wszystko. Na opakowaniu odnajdziecie również wiele symboli, których znaczenie może nie być do końca jasne czy klarowne. Przyjrzyjmy się im. 

1. Period After Opening, w skrócie PAO. Określa on zdatność produktu do użytkowania od momentu otwarcia. Np.
6M oznacza, że produkt od otwarcia, ważny jest przez 6 miesięcy, analogicznie interpretuje się inne oznaczenia. 

2. Nowym znakiem, obowiązującym od 2013 roku, jest dotycząca przydatności ,,Klepsydra", która stosowana musi być przy kosmetykach mających termin przydatności krótszy niż 30 miesięcy. 


3. W przepisach prawa Unii Europejskiej, istnieje całkowity zakaz testowania produktów, produkowanych w Unii, na zwierzętach. Jest więc to znak nieobowiązkowych, przy tego rodzaju produktach. Jeśli jednak kupujemy coś spoza tego kręgu, należałoby zwrócić na niego uwagę. 


4. Ten znak z pewnością zna każdy, ponieważ znajduje się na wszystkich produktach paczkowanych. Oznacza, że firma zajmująca się paczkowaniem danego produktu, stosowała system wewnętrznej kontroli ilości towaru paczkowanego. 



5. Piąty w kolejne znak oznacza, iż producent ma podpisaną umowę z organizacją odzysku, nie oznacza on jednak możliwości recyklingu. 



6. Opakowanie o określonej pojemności reprezentuje ,,odwrócony epsilon". 



7. Nasze dezodoranty czy inne aerozole, zawierają zawsze ten znak, który oznacza ich łatwopalność. Jeśli na znaczku znajduje się dodatkowo literka F, należy ją czytać jako ,,produkt skraje łatwopalny". 


8. Symbol oznaczający z jakiego materiału zostały wykonane opakowanie, prezentuje się następująco. 



9. Ten dziwny symbol znajdziemy na produktach, gdy na opakowaniu znajduje się za mało miejsca, by umieścić wszystkie konieczne oraz ważne informacje. Wtedy do kosmetyku powinna zostać dołączona odpowiednia ulotka, która te braki zawiera. 



10. Chyba jeden z ważniejszych symboli, czyli zgodność z obowiązującym ustawodawstwem. 



11. Ostatni, ale równie ważny znak ,,dbaj o czystość". Po zużyciu produktu, należy go wiec wyrzucić do kosza, najlepiej odpowiedniego, by nie szkodzić środowisku. 



Mała ściąga (na podstawie mojego doświadczenia) 
1) Czego szukamy? 
- nawilżenie: Urea (mocznik), Mel (miód), Glycerin (gliceryna), Aloe vera (aloes) 

- proteiny: Hydrolyzed Keratin (keratyna), Hydrolyzed Silk (jedwab) 
- wszystkie ekstrakty, zawierające określenie Extract 
- emolienty: Lanolin (Lanolina), wszelkie masła np. Shea czy wosk pszczeli 
- oleje: w składzie zawsze zawierają słowo Oil 
2) Czego unikamy?
- silikony: najczęściej mają końcówki 
-silicone, -methicone
- wszelkie alkohole np. Alkohol Denat 

- detergenty:  SLS Sodium Lauryl Sulfate
- parabeny: 
methylaparaben, ethylaparaben, propylaparaben, butylparaben

- oleje mineralne: Paraffinum liquidum, Paraffin Oil, Synthetix wax i inne odmiany parafiny 


Mam nadzieję, że którejś z Was się ten poradnik przyda.
Przykładacie wagę do składów?
Buziaki! :* 


16 komentarzy:

  1. Przydatne, choć z ostatnim podpunktem troszkę się nie zgadzam, bo to tak za bardzo uogólnione :) Nie ma to jak kosmetyk z parafiną do dłoni czy preparat w silikonem w celu zabezpieczenia końcówek wlosow zwłaszcza w zimie - poprostu trzeba wiedzieć czego unikać w konkretnej pielęgnacji i w jakich ilościach może szkodzić. Konserwant w kosmetyku, gdy jest w niewielkiej ilości nie szkodzi aż tak bardzo jak grzyby i bakterie, które mogłyby się rozwinąć w niczym nie zabezpieczonej substancji i wywołać poważną chorobę skóry :P Przy samodzielnym kręceniu kremu mamy zawsze możliwość - dodajemy konserwant i cieszymy się kremem 3 miesiace albo go nie dodajemy i krem jest dobry 2 tygdonie, pod warunkiem, że przechowujemy go w lodówce. Nie wyobrażam sobie drogerii z lodówkami :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę musiała się zgodzić. Zrobiłam tą ściągawkę pod siebie, ponieważ wiem czego ja powinnam unikać czy szukać w składach. :)

      Usuń
    2. nienawidzę kremów z parafiną....

      Usuń
  2. Mi z pewnością ta mała ściąga pomoże, a przynajmniej zaoszczędzi nerwów, gdyż niejednokrotnie widząc różne oznaczenia na produktach w drogeriach dostawałam bólu głowy. Swoją drogą ciekawy blog :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ściąga się przyda. Jeśli się blog spodobał to zapraszam ponownie :).

      Usuń
    2. Z pewnością będę zaglądać częściej :)

      Usuń
  3. Zwracam uwagę na te wszystkie znaczki i składniki. Odkąd je poznałam wybieram kosmetyki bardziej świadomie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny post. Sama od dawna zwracam uwagę na skład, ale głównie pod kątem tego, co unikam. Teraz zaczynam poznawać też pożądane składniki :)
    O parabenach czytałam kiedyś, ze jeśli już są, to im ich więcej, tym poniekąd lepiej. Jeżeli jest jeden, to jest go dużo w kosmetyku, a jeśli użyto kilku, to ich ilość jest znacznie mniejsza, a i działanie / szklodliwość zróżnicowana.
    Również alkohol nie wydaje mi się taki zły, jak się go przedstawia ;) Niby wysusza, ale z drugiej strony jest naturalnym konserwantem, więc nie przeszkadza mi w kosmetykach naturalnych (o ile nie jest na jednym z 3 pierwszych miejsc w składzie), za to totalną porażką są spraye do włosów z wody, alkoholu i silikonów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi zarówno duża ilość parabenów, jak i alkoholu nie służy niestety, ale jeśli znajdą się pod koniec składy to pół biedy :D.

      Usuń
  5. Im krótszy skład, tym lepszy-ciągle się tego trzymam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zwracam uwagę na składy, chociaż muszę przyznać, że często przymykam oko na konserwanty, czy parafinę. Nie robią mi krzywdy, więc używam takich kosmetyków. Jeśli chodzi o silikony, to często są w kremach do twarzy, podkładach, odżywkach i też się z nimi lubię. Unikam jednak alkoholu w składzie, który znajduje się wysoko. Wyszło, że jestem dosyć tolerancyjna :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też chciałabym być tolerancyjna na takie składniki! :D :3

      Usuń
  7. Kiedyś nie zwracałam większej uwagi na składy i to był błąd :) Teraz od razu zwracam uwagę na składy i stosuję się do większości z powyższych porad ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. kiedyś zupełnie nie interesowałam się składami, teraz to pierwsze co robię jak biorę coś do ręki i ciągle się ich uczę

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.