W7 - Honolulu Bronzing Powder

09:37
Pytanie dnia na sam początek, zupełnie nie związane z głównym tematem. Czy Wy też macie problem w momencie, gdy chcecie zaobserwować nowy blog?
Jeszcze zaproszę Was na swój Bloglovin - odnośnik do niego znajdziecie po lewej stronie. :) 

~~~~~~
Odkąd nauczyłam się używać bronzerów, nie wyobrażam sobie swojego makijażu bez wykonturowania buzi czy jej ,,opalenia". Dzisiejszy bohater bardzo często porównywany jest do kultowego już bronzera marki Benefit - Hoola. Sama nie jestem w stanie tego stwierdzić, ponieważ nie wyobrażam sobie, przy studenckiej kieszeni, wydać ponad 150 zł na taki produkt. Po za tym wiecie, że wyznaję zdanie: ,,Tanie nie znaczy złe". Bardzo długo się na niego czaiłam, aż w końcu zdecydowałam się na zakup. 


Przede wszystkim jest to produkt, którego nie dostaniemy stacjonarnie. Można jedynie zamówić go przez internet. W zależności od sklepu, kosztuje 11-16 zł, bez przesyłki oczywiście.
Opakowanie, jest na pewno mocno inspirowane produktami marki Benefit. Kartonowe, w kolorze jasnego różu ładnie się prezentuje, co to praktyczności można by się przyczepić. Bałabym się zabrać je ze sobą w podróż, z obawy o to że się zgniecie lub ulegnie innym zniszczeniom. Ujął mnie fakt, iż gdy otwieramy produkt po raz pierwszy, jest idealnie zabezpieczony od środka. W zestawie otrzymujemy także mięciutki pędzelek, który do nakładania bronzera zupełnie się nie nadaje, jednak dobrze sprawdza się przy aplikowaniu różu i będę go ze sobą zabierać, gdy będę gdzieś wyjeżdżać. 




Odcień bardzo ciemnego, brązu nie sprawdzi się u bladziochów. Wygląda na zupełnie matowy, ale ma delikatne satynowe wykończenie. Trzeba być ostrożnym przy jego stosowaniu, ponieważ można sobie, przez jego mocną pigmentację, wyrządzić krzywdę w postaci ciemnych placków. Ma tak miękką konsystencję, że przy delikatnym dotknięciu pędzlem, nabiera się duża ilość produktu, po czym trzeba ten nadmiar dobrze strzepać, najlepiej z powrotem do opakowania. Dobrze się go jednak rozciera, więc nawet jak ktoś delikatnie przesadzi to ruchem rozcierającym, sytuację da się jeszcze uratować. Stopień pigmentacji można ponadto budować. Nawet ja musiałam się nauczyć z nim współpracować i teraz aplikacja jest już dziecinne prosta, szybka i przyjemna. Bardzo wydajny, starczy na długie miesiące. Sama używam go codziennie od dobrego miesiąca lub więcej, a zużycia nie widać. Konturowanie wykonane na przypudrowanej buzi, utrzymuje się u mnie w nienaruszonym stanie przez dobre 8 godzin.


Sprawdza się także jako cień do powiek. Często służy mi to podkreślania załamania lub roztarcia granic Permanent Taupe. 

Polubiliśmy się muszę przyznać i obecnie gości na moich policzkach w każdym makijażu. Najlepiej pewnie sprawdzi się na lato, gdy już buzia będzie muśnięta słońcem, ale nawet teraz gdy jestem dość blada, to prezentuje się bardzo ładnie na moich policzkach. 

24 komentarze:

  1. Masz bardzo fajnego i ciekawego bloga :))

    OdpowiedzUsuń
  2. mocny ;) Osobiście wolę róż i jakoś nie przepadam za bronzerami u siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciemny - zgadza się. Każdy ma swoją bajkę, róże także bardzo lubię. :)

      Usuń
  3. Jak przeczytałam nazwę tego bronzera - Honolulu Bronzing Powder - w momencie skojarzyło mi się właśnie z Benefitem! :D Generalnie nie jestem zwolenniczką używania bronzerów - jakoś tak niepewnie się czuje, jak mam i bronzer, i róż na policzkach, a niektóre dziewczyny używają do tego jeszcze rozświetlacza. Dla mnie to za dużo :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla mnie kolorek jest idealny, a nakładany miękkim pędzlem jest całkiem delikatny :) Trzeba tylko uważać, żeby nie nałożyć go na nieprzypudrowaną twarz. Wtedy łatwo o plamy :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na nieprzypudrowanej twarzy byłby nie do roztarcia :D.

      Usuń
  5. Ja go mam i rownież go lubię. Zwłaszcza za to, że ma taki pędzelek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten pędzel do różu sprawdził mi się idealnie, do bronzera jest odrobinę za szeroki jak dla mnie. :)

      Usuń
  6. Jestem ciekawa jak wygląda na twarzy, bo wydaje się rzeczywiście bardzo ciemny. Ja troszkę się boje używać tak ciemnych produktów, choć wiem, że kolorystyką można "manewrować". Boję się plam, bo gdy widzę u niektórych pań twarz koloru kości słoniowej i " podkreślające policzki piękne pomarańczowo-czekoladowe placki to wolę jednak delikatnie podkreślić różem lub w ogóle darować sobie ten krok :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mocne konturowane wygląda podobnie jak prezentuje na dłoni. Niestety nie mam odpowiedniego światła i mój aparat nie łapie jak wygląda na buzi :(. Można nim osiągnąć bardzo delikatny efekt, by policzki były dosłownie muśnięte a swoją robotę to robi :)

      Usuń
  7. Zastanawiałam się kiedyś nad nim :) szkoda tylko że stacjonarnie nie można go nigdzie dostać :/

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja nie mogę się przekonać do bronzerów, za to nie wyobrażam sobie makijażu bez różu na policzkach ;) Może to kwestia tego, że jestem bardzo blada ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. ja go bardzoooooo lubię :) na początku musiałam się oczywiście nauczyć z niego korzystać,ale jest świetny i niesamowicie wydajny

    OdpowiedzUsuń
  10. o widzę że nie ma błyszczących drobinek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żadnego błysku :). Jedynie takie delikatne satynowe wykończenie.

      Usuń
  11. A właśnie, że można go dostać stacjonarnie ;) Ja widziałam go np. w drogeriach Jaśmin ;)
    Rzadko używam bronzerów, wolę róże. Lepiej pasują do mojej karnacji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dowiedziałam się czegoś nowego! Niestety w Bydgoszczy chyba takiej drogerii nie masz, a szkoda.

      Usuń
  12. Właśnie kupiłam i czekam na użycie ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo podoba mi się ten produkt :) ale odstrasza mnie od niego to, że nie mogę nigdzie, stacjonarnie zobaczyć go, potknąć i spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam i bardzo lubiłam do czasu aż dorwałam Bahama Mama która skradła me serce od pierwszego użycia ♥

    OdpowiedzUsuń
  15. Na szczęście jest dostępny w salonie mojej kosmetyczki, tyle że u niej kosztuje jakoś 23 zł ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jejku! Ależ ogromna cena. I tak bardziej opłaca się zakupić w internecie.

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.