Wibo, Róż z jedwabiem i witaminą E - numer 6

12:26
Od samego początku mojej przygody z makijażem i kosmetykami wyznaję zdanie: ,,Tanie nie znaczy złe". Bardzo często kupuję produkty, których cena nie jest wygórowana, każdy sobie może na nie pozwolić i zazwyczaj cieszyć się w miarę dobrym zakupem. Żel do brwi polskiej firmy Wibo już recenzowałam (klik), a tym razem zapraszam na róż do policzków. Jedyne za co przeproszę, to za to że nie zrobię zdjęcia jak prezentuje się na buzi. Dlaczego? Gdyż kobiece sprawy pokarały mnie, w tym miesiącu, takim wysypem na buzi, zresztą nie tylko na niej, iż obecnie zajmuję się tylko wyleczeniem wszystkiego, a makijaż zszedł na drugi plan. 

Od producenta:
"- zawiera naturalny jedwab i wit.E,
- wpływa na poprawienie wyglądu i kondycji skóry
- nie pozostawia smug

Formuła bogata w wit. E, dzięki czemu cera jest odpowiednio nawilżona i jedwabiście gładka. Łatwy w użyciu i aplikacji dzięki dołączonemu pędzelkowi do różu. Zawiera substancje odżywcze i minerały wpływając na poprawienie wyglądu i kondycji skóry. Nie pozostawia nieestetycznych smug. Wybór kolorów pozwoli na odpowiednie dobranie do cery, również tej problematycznej. Produkt idealny do modelowania kształtu twarzy."

Moja opinia:
Mój egzemplarz posiadający numer 6 ma taki różowo-brzoskwiniowy odcień w opakowaniu, jednak zaaplikowany na policzkach daje kolor delikatnego różu. Masa produktu to 6,5 g za cenę nie więcej niż 10 zł, pewnie na promocjach kosztuje coś w okolicach 5-8 zł, a szafę marki Wibo znajdziemy w każdym Rossmannie.
Najpierw chciałabym się odnieść do tego co obiecuje producent, a jest tego sporo. Na pewno róż nie sprawia, że cera jest odpowiednio nawilżona i jedwabiście gładka. Co więcej, nie poprawi wam kondycji skóry. Pędzelek dołączony do opakowania, jest po prostu beznadziejny, szorstki, twardy i nie zrobić się nim nic. Myślę, że gama kolorystyczna będzie odpowiadała większości kobiet i każda znajdzie coś dla siebie. Rzeczywiście nie pozostawia smug. 
Opakowanie - proste, czarne, plastikowe oraz odrobinkę tandetne. Z mojego egzemplarza napisy się już starły, nic w tym dziwnego biorąc pod uwagę, że posiadam go chyba 2 lata. Trzeba na nie uważać, bo pewnie jak spadnie na podłogę to się rozleci. Można jest swobodnie zabrać ze sobą w podróż, czy wrzucić do torebki, ponieważ jest lekkie oraz nie za duże.
Kompletnie matowy róż w kamieniu. Jego konsystencja jest zbita i twarda, przez co nałożenie go bardzo miękkim pędzlem może być kłopotliwe. Trzeba się troszkę namachać, by kości policzkowe były wyraźnie zaznaczone, ale dzięki temu nikt nie zrobi sobie nim krzywdy. Mimo tego przyjemnie się z nim współpracuje, a blendowanie nie sprawia problemów, żadnych plam czy smug, jak wcześniej wspomniałam. Pigmentację mogę określić jako średnią i raczej daje delikatny efekt, a nasza skór wygląda naturalnie. Trzeba nakładać go na podkład, bo podbija on pigmentację, a na  ,,gołej" buzi będzie praktycznie niewidoczny.
Utrzymuje się na buzi praktycznie cały dzień i schodzi równomiernie. 


Polecam go dziewczynom, które zaczynają swoją makiażowo-kosmetyczną historię i szukają czegoś, czym krzywdy sobie nie zrobią ;). Czasami jak chce mieć policzki tylko delikatnie muśnięte kolorem, to po niego sięgam i jestem zadowolona. 

10 komentarzy:

  1. nie używam bronzera ale róże kocham, ładnie wygląda na dłoni. podoba mi się odcień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. także lubię ten odcień. ogólnie lubię róże, które mają w sobie nutkę brzoskwiniowego koloru :)

      Usuń
  2. Faktycznie jest twardy, ale odcień śliczny :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie miałam go, ale mam już swoich ulubieńców różanych ;) Ne skuszę się :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj dawne czasy kiedy go używałam całkiem fajnie sobie radził i go lubiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam ten róż w domu. Radzi sobie całkiem, całkiem, aczkolwiek jak dla mnie nieco za szybko się ściera. Wielki plus ma na pewno za wydajność - mam go i mam i skończyć nie mogę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałam i byłam zadowolona :)
    + Zapraszam do siebie - dashapassions.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeważnie pędzelki dołączone do różu czy bronzera są wręcz okropne :) Ja tak miałam z różem z Maybelline - z samego produktu byłam zadowolona, a pędzelek drapał jak drut kolczasty :/ fajnie, że Ci się sprawdza, za te pieniążki warto wypróbować i choć sama nie używam zbyt często różu, to przy najbliższej wizycie w Rossmannie zainwestuję w ten kosmetyk z czystej ciekawości :)

    OdpowiedzUsuń
  8. ładnie wygląda ten róż,plusem dla mnie jest to, że jest matowy :) szkoda tylko, że daje delikatny efekt :D

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.