Podstawa mojej zimowej pielęgnacji - Bambino, Krem ochronny

10:39
Oj, dużo pracy mam dużo, w piątek pierwszy egzamin w tej sesji, a końca nauki nie widać jak dotąd. Jeszcze jeden post pozostał mi w zapasie, więc go wrzucam, a kolejny postaram się opublikować jak już będę miała troszkę wolnego czasu w przyszłym tygodniu. 
~~~~
Moja skóra w okresie jesienno-zimowym zmienia się z normalnej na suchą i odwodnioną z tendencją do sporej ilości suchych skórek na czole oraz przy płatkach nosa. W zeszłoroczną zimę udało mi się skomponować taką pielęgnację, która pozwoliła mi w większym stopniu poradzić sobie z moją zmorą. Jej podstawą jest właśnie ten krem. :) 

Opis producenta:
Krem ochronny jest szczególnie delikatny produktem do codziennej ochrony wrażliwej skóry niemowląt i dzieci. Dzięki zawartości tlenku cynku, talku i olejów mineralnych zapobiega powstawaniu stanów zapalnych oraz skutecznie łagodzi wszelkie podrażnienia skóry. Tlenek cynku dodatkowo sprawie, że krem chroni przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych: wiatru, zimnego i suchego powietrza oraz promieni słonecznych (faktor 4). Nie zawiera konserwantów ani barwników.

Skład:
Aqua, Paraffinum Liquidum, Cera Microcristallina, Ceresin, Talc, Zinc Oxide, Sorbitan Sesquioleate, Glycerin, Magnesium Sulfate, Lanolin Alcohol, Cetyl Alcohol, Tocopheryl Acetate, Lactis Acid, Parfum.


Moja opinia:


Wersja, którą posiadam ma pojemność 150 ml i kosztowała nie więcej niż 5-7 zł. Są także wersje mniejsze o zróżnicowanej cenie, więc każdy znajdzie coś dla siebie ;). Dostępny pewnie w każdej drogerii, czy nawet markecie.
Krem zamknięty jest w aluminiowym opakowaniu o śliskiej strukturze. Wieczko jest dość luźne, więc trzeba uważać, bo jeśli za nie złapiemy to schodzi bez żadnego wysiłku.

Używam go od zeszłorocznej zimy i zużyłam mniej więcej połowę, przy stosowaniu na noc - wydajność wielki plus :).

Krem jest biały. Bieli skórę oraz jest widoczny dopóki się nie wchłonie. Dość gęsty, bardzo treściwy, tępy w rozsmarowywaniu oraz długo się wchłania. Pozostawia na skórze bardzo tłusty film, ale to on ma zapewniać ochronę. Zapach jest bardzo przyjemny i delikatny, nie wyczuwalny po aplikacji.
Odwołując się do składu to trzeba wspomnieć, że parafina, która znajduje się wysoko może zapychać pory. Tlenek cynku za to odpowiedzialny jest za łagodzenie stanów zapalnych. Nie zawiera konserwantów i barwników, a faktor 4 jest lepszy niż żaden ;). Dodatkowo możemy w nim znaleźć witaminę E, odpowiadająca na przykład za nawilżenie czy zapobieganie powstawania zmarszczek, oraz kwas mlekowy mający między innymi właściwości złuszczające. 
Przede wszystkim nie polecałabym używać go, jako bazę pod makijaż ani osobom, które posiadają cerę tłustą. Stosowany na noc powoduje, że rano budzimy się z cudownie nawilżoną, miękką jak ,pupcia niemowlęcia" cerą :D. Po odpowiednim złuszczaniu i aplikacji tego kremu moja zmora (suche skórki) stała się mniej uciążliwa. Eliminuje zaczerwienienia i uczucie ściągnięcia skóry. Żadnego zapychania i innych niespodzianek nie zauważyłam.  Sprawdza się nie tylko do twarzy, ale także do ciała. Można go stosować na przesuszone czy podrażnione partie skóry jak łokcie, kolana czy pachy i powinien sobie z nimi poradzić. 

Kocham ten krem i na nic innego go nie zamienię! :) 


4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. ja również, to chyba jedyna rzecz która pozostaje w zimowej pielęgnacji niezmienna :)

      Usuń
  2. zużyłam wiele opakowań tego kremu.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.