ULUBIEŃCY | SIERPIEŃ 2016

W tym miesiącu będzie ubogo. Czemu? Przede wszystkim dlatego, że ostatnio nie kupuję nic nowego więc i ulubieńców nie ma wiele. Raczej staram się wykorzystywać to co mam, a i trafiłam ostatnio na tak dobre kosmetyki, że nie potrzeba mi szukać innych. 


Pierwszym ulubieńcem jakiego wymienię jest na pewno żel do utrwalania brwi od Golden Rose, który ma swoje wady ale pomimo tego kosmetykiem jest dobrym. Przynajmniej nie muszę się martwić o fryzurę swoich brwi w ciągu dnia. 

Drugi produkt też o dziwo jest z Golden Rose, a jest to słynny Terracotta Powder w numerze 4, którego używam do codziennego ocieplenia i rozświetlenia swojej twarzy. Więcej pewnie napiszę w osobnej recenzji, ale Maxineczka miała rację. 


Trzecim produktem zamkniemy ulubieńców i okaże się, że składają się one tylko z kolorówki. Będzie to maskara od Eveline Volumix Fiberlast w wersji złotej. Nie mogłam się długo przekonać do tego kosmetyki, ale od jakiegoś czasu używam go codziennie i naprawdę skradł moje serducho. 
Czytaj dalej...

Mixa | Płyn micelarny do skóry mieszanej i tłustej z oczyszczającym cynkiem

Przystopowałam troszkę z testowaniem płynów micelarnych, ponieważ Garnier z olejkiem spełnia całkowicie moje oczekiwania i tak naprawdę mogłabym przestać szukać czegokolwiek innego. Jednakże testowanie nowych kosmetyków do demakijażu sprawia mi przyjemność, a nóż znajdę coś, co sprawi, że ta czynność będzie jeszcze przyjemniejsza. 


Opis:
Płyn micelarny przeciw niedoskonałościom marki Mixa to preparat do demakijażu wrażliwej skóry mieszanej i tłustej: 
- Formuła z micelami usuwa ze skóry makijaż i zanieczyszczenia bez pocierania.
- Fizjologiczne pH 5.5, identyczne z pH skóry 
- Skóra pozostaje oczyszczona i odświeżona. 

Skład:
Aqua, Hexylene glycol,Glycerin, Poloxamer 184, Citric Acid, Disodium Cocoamphodiacetate, Disodium EDTA, Panthenol, Parfum, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Poliaminopropyl Biguanide, Zinc Gluconate

To mój pierwszy kosmetyk od marki Mixa, który zakupiłam przede wszystkim ze względu na 400 ml pojemność i promocję, a w standardowej cenie kosztuje około 22-25 zł, w zależności od miejsca, w jakim kupujemy kosmetyk. W momencie, gdy okazuje się być niesamowicie wydajny to stosunek do ceny sprawia, że można sklasyfikować go, jako jeden z tańszych miceli na rynku.
Plastikowa butelka została wyposażona w wygodny zatrzask i dozownik płynu, dzięki czemu wylewa się go idealna ilość. Posiada delikatny jakby słodko-ziołowy zapach, który jest całkiem przyjemny, ale czytałam w paru recenzjach że niektórym kojarzy się on z winogronami, więc można się w tej kwestii spierać.

Muszę przyznać, że byłam nim mile zaskoczona, ponieważ przetestowałam wiele miceli i spora większość  z nich nie nadawała się do demakijażu oczu. Ten od Mixy zaś świetnie radzi sobie z każdym makijażem, nawet oczu i przy tym nie szczypie. Po wyczyszczeniu nim buzi z zanieczyszczeń, przecieranie twarzy dodatkowymi specyfikami jest zbędne, choć ja i tak to robię. 

Czy zauważyłam działanie cynku? Nie. Ten kosmetyk nie poprawił stanu mojej cery, ani go nie pogorszył. Po przetarciu pozostawia skórę zmatowioną, odświeżoną, ale nieściągniętą. 

Jestem zadowolona, ale nie zachwycona. Na pewno będę go miło wspominać, ale nadal pozostanę przy twierdzeniu, że w moim przypadku tłuszcz najlepiej rozpuszcza tłuszcz. 
Czytaj dalej...

Golden Rose | Longstay Brow Styling Gel - Długotrwały żel do stylizacji brwi

Jako fetyszystka brwi albo ujmując to inaczej, osoba zwracająca mocno na nie uwagę, kosmetyki przeznaczone dla nich to dla mnie wielka gratka. Mimo tego, że swój idealny produkt do wypełnienia brwi już znalazłam to nadal poszukuję żelu do ich utrwalania. Tym razem weźmiemy na tapetę nowość od Golden Rose i ich Longstay Brwo Styling Gel, lub jak to woli po polsku: Długotrwały żel do stylizacji brwi. 


Opis:
Nowy, delikatnie przyciemniający żel do stylizacji brwi.Zapewnia ich odpowiedni kształt i wygląd, nie skleja i nadaje im perfekcyjny wygląd przez cały dzień.Odpowiedni dla wszystkich kolorów brwi i bezpieczny dla osób noszących szkła kontaktowe.

Skład:
aqua, pvp, alcohol denat., hydroxyethylcellulose, glycerin, ppg-1-peg-9 lauryl glycol ether, sodium hydroxide, phenoxyethanol, methylparaben, ethylparaben, propylparaben, ci 16035, ci 19140, ci 61570, ci 42090.

Zacznę od narzekania. Po pierwsze ubolewam nad tym, że w Toruniu jest tak niewiele punktów gdzie można zakupić kosmetyki Golden Rose, czasami wolę je po prostu zamówić przez internet niż błądzić bez celu po swoim mieście. Po drugie chyba znów miałam pecha i trafiłam na felerne opakowanie, ale to ocenicie po mojej recenzji. 


Opakowanie jest maleńkie, plastikowe i zawiera w sobie 3,5 ml żelu. Wykonane zostało w złoto-czarnej stylistyce, więc ośmielę się napisać, że wygląda elegancko i dostojnie, w dodatku do tej pory złote napisy się z opakowania nie starło.
Kosmetyk został wyposażony w nie za dużą sztywną szczoteczkę, która nie kłuje i ma odpowiedniej wielkości włoski. 

Sam żel jest bardzo gęsty, ciągnący się i delikatnie śmierdzi chemią, ale w tym wypadku nie można spodziewać się zapachu kwiatów czy innych. Byłam początkowo zaskoczona jego kolorem, ponieważ spodziewałam się że będzie przezroczysty. Okazało się, iż posiada ciemno brązowy odcień, który ku mojemu zdziwieniu przyciemnia delikatnie brwi, ale reszta koloru jakby znika dopasowując się do naturalnego. 


Niestety mam wrażenie, że z opakowania wydobywa się za dużo żelu, przez co przy aplikowaniu na brwi czasami dostaje się na nie nadmiar produktu, przez co trzeba to sczesać czymś innym. W dodatku, jeśli przed wypełnieniem brwi, nie wyczeszecie z nich dobrze pudru czy podkładu to też żel go zbierze, a po czasie będziecie mogli go oglądać w opakowaniu w postaci małych drobinek, co widzę już u siebie.
Mimo to bardzo mocno utrwala fryzurę brwi. Tworzy jakby na nich wyczuwalną jedynie pod palcami skorupkę, która nie pozwala się włosom ruszyć. Po jego zastosowaniu nie martwię się o makijaż moich brwi przez cały dzień. Nie rozmazuje się, nie kruszy, nie skleja brwi. Osoby z pełnym łukiem brwiowym również powinny być zadowolone, gdyż żel również delikatnie je wypełnia. 

Na pewno mogę napisać, że jest to najlepszy żel, jaki przyszło mi ostatnio testować, będę musiała się poważnie zastanowić czy przy nim pozostać czy szukać czegoś dalej.
Czytaj dalej...

Kobo | Face Sculpting Palette

Nikt mnie nie wyśmieje, jeśli napiszę, iż nastała moda na konturowanie. Ostatnimi czasy na naszym rynku pojawiło się mnóstwo produktów przeznaczonych do tego celu, a firmy wstąpiły na ścieżkę bitwy o najlepszą paletkę. O marce Kobo stało się głośno, gdy zaprezentowali swoje kosmetyki do konturowania, zarówno na sucho jak i mokro. Zdziwiona jestem, że tak późno zabrałam się za ich testowanie, ale jak to mam zwyczaj powtarzać ,,na wszystko przyjdzie odpowiedni czas". 


Opis:
Kobo Professional Face Sculpting Palette zestaw do konturowania pozwalający na osiągnięcie efektu perfekcyjnie wymodelowanej twarzy. 
Składa się z pudru rozświetlającego, różu do podkreślenia kości policzkowych oraz dwóch matowych pudrów brązujących przeznaczonych do modelowania konturu twarzy. 


Jak możecie zauważyć ta plastikowa dobrze wykonana kasetka, zawierająca 8 gram produktu, jest już mocno przeze mnie naruszona. Niestety nie wykonałam jej zdjęć zaraz po zakupie, więc to musicie mi wybaczyć. Regularna cena tego cuda to około 20 zł, mnie osobiście zaś udało się ją dorwać na promocji -40%. Dostępna powinna być w każdej Drogerii Natura, ponieważ jedynie tam znajdują się szafy Kobo. 

Paletka została podzielona na cztery segmenty: puder rozświetlający, róż oraz dwa matowe bronzery Znalazło się w niej, więc wszystko, co powinno wystarczyć do pełnego wymodelowania buzi. Bronzery zamieszone w paletce można zakupić w wersji pełnowymiarowej i raczej są to zachwalane kosmetyki, choć sama ich nie posiadam. Podejrzewam, że to samo tyczy się różu. Jednakże pudru rozświetlającego nie znajdziemy w szafach Kobo, nad czym wielce ubolewam, ponieważ jest fantastyczny, co widać po moim zużyciu. Stosowałam go przede wszystkim do gruntowania korektora pod oczami, a radził sobie z tym świetnie dodatkowo rozświetlając tą okolicę. Podejrzewam, że nie będę jedyną osobą, która zwraca się do producenta o wprowadzenie go do standardowej kolekcji. Po wykonaniu zdjęć to, co pozostało w kwadracie wygrzebałam do osobnego pojemniczka, bym mogła go zużyć do końca. 


Różu używałam najmniej, gdyż w sezonie letnim rzadko je stosuję, aczkolwiek, jeśli naszła mnie na niego ochota to lądował na moich policzkach z wielką przyjemnością. Sądzę, że marka Kobo dobrze wybrała odcień, ponieważ jest on na tyle uniwersalny, że będzie pasował praktycznie każdej karnacji. Należy z nim jednak uważać ze względu na mocną pigmentację, aby nie zrobić sobie nim krzywdy. 

Dwa bronzery umieszczone w paletce posiadają chłodne, idealne do konturowania odcienie. Jaśniejszy służył mi do ocieplania buzi, a ciemniejszy do typowego wykonturowania kości policzkowych. Nie dają efektu ,,brudnych policzków" i nie tworzą plam, dzięki czemu cudownie prezentują się na buzi. 

Wielki plus za to, że każdy kwadracik jest tej samej, świetnej, jakości. Silna pigmentacja, przyjemne rozcieranie i współpraca, dodatkowo trwałość przed długie godziny. Jedynym minusem, jaki znajduję w tym kosmetyku to jego rozmiar. Wymaga on, bowiem posiadania drobniejszego pędzla, aby jeden z kolorów nabrać. Ja w swojej kolekcji takie posiadam, ale nie każdy musi. 

Przyznam, że odkąd trafiła do mnie ta paletka wszystkie inne kosmetyki do konturowania poszły w odstawkę. W dodatku jest to świetna opcja na wyjazdy, bo nie trzeba zabierać ze sobą czterech różnych produktów. Osobiście jestem zachwycona i serdecznie polecam. 
Czytaj dalej...

Vianek | Nawilżający tonik/mgiełka do twarzy

Ostatnio opisywałam Wam swoje nieprzyjemności jakie zafundował krem z Sylveco, a Vianek to nic innego jak ta sama firma tylko pod inną nazwą. Wiedziałam, że coś z tej odnogi firmowej musi do mnie trafić, bo od pierwszego wejrzenia zakochałam się w opakowaniach tej serii. 


Opis:
Łagodny tonik-mgiełka o działaniu nawilżającym, przeznaczony do codziennej pielęgnacji cery suchej i wrażliwej, idealnie uzupełnia demakijaż. Dzięki zawartości kompleksu humektantów (mocznik+kwas hialuronowy), zapobiega utracie wody i chroni przed negatywnymi czynnikami. Panthenolekstrakt z ziela owsa zwyczajnego oraz cenny olej z kiełków pszenicy łagodzą i przywracają skórze równowagę.

Jeśli jesteście z Torunia i macie problem ze znalezieniem takich kosmetyków jak Vianek to udajcie się do sklepu Helfy, który znajduje się na rynku Nowomiejskim. W jego asortymencie znajduje się wiele produktów, które są niedostępne w powszechnych drogeriach, dzięki czemu zaoszczędzamy na płaceniu za przesyłkę przy zamówieniach internetowych. 

Marka Vianek składa się z kilku serii, a niebieska jest właśnie nawilżająca i jedynie ona zawiera tonik. Z racji tego, że wiedziałam, iż moja skóra w sezonie letnim będzie potrzebowała nawilżenia level hard to zdecydowałam się na zakup tego cuda o pojemności 150 ml za 18 zł. 


Tonik posiada bardzo przyjemny skład, do którego moim zdaniem nie ma, co się przyczepiać. Opakowanie zostało świetnie wykonane oraz wyposażone w wygodny atomizer. Dzięki temu twarz można spryskiwać bezpośrednio z opakowania lub zmoczyć wacik. Dodam, że próbowałam obu tych metod. 

Najczęściej spryskuję nim buzię przez nałożeniem kremu zarówno tego na dzień jak i na noc. Dzięki niemu skóra staje się gładka oraz miękka. Mam również wrażenie, że koi podrażnienia oraz zaczerwienienie, skóra jest uspokojona. Nie pozostawia wrażenia ściągnięcia. Uwielbiam to jak mgiełka nawilża moją skórę, coraz codziennie o to błaga. Dodatkowo świetnie współpracuje z kremami, których używam. I czego chcieć więcej? 

Podsumowując, kończę prawie opakowanie, więc lecę po drugie. 
Czytaj dalej...

Odkryłam Aliexpress!

Przyznaję, że byłam negatywnie nastawiona do tego serwisu i nie potrafiłam zrozumieć ludzi, który oszaleli na jego punkcie. Tylko, że moja ciekawość wzięła w końcu górę i sprawdziłam ten serwis. W momencie gdy zaczęły przychodzić do mnie pierwsze udane zakupy przepadłam totalnie.


Dwa główne plusy tego serwisu czyli niskie ceny oraz możliwość dokonania płatności w złotówkach powodują, że spędza się długie godziny na szukaniu okazji. Pierwszym moim zakupem były plastry na wągry od firmy Holika Holika, które mogliście widzieć na moim Instagramie, niestety nie sprawdziły się więc więcej ich nie kupię, ale z innych zakupów jestem zadowolona. Na zdjęciach będziecie mogli zobaczyć niektóre z nich. 


Do tej pory nie pokusiłam się o zakup ubrań czy bielizny, ponieważ odrobinę się obawiam. To samo miałam z kosmetykami, ale postanowiłam zaryzykować z wielce osławionym Banana Powder od Ben Nye, czekam aż do mnie przyjdzie. Jeśli będziecie chcieli to chętnie napiszę o nim parę słów po testach. 


Też wpadliście w szał zakupów?
Czytaj dalej...

Diagnosis dostarcza....

Okazało się, że sierpień będzie bardzo ciężkim miesiącem, przy czym słowo ,,cieżkim", powinnam napisać caps lockiem by nabrało więcej powagi. Problemy kadrowe w pracy sprawiły że własnie w ostatnim miesiącu wakacji przyjdzie wyrobić mi co najmniej 215 godzin, co jest tragedią. Pierwszy 6-dniowy maraton już za mną, ale też przez to nie dostaliście jednego postu. Będziecie mi musieli wybaczyć jeśli w tym miesiącu będzie mniej kontentu. 


Dzisiaj będzie luźno, ponieważ dotarła do mnie paczka od Diagnosis i chciałabym przedstawić Wam co się w niej znalazło. Każda z nas lubi mieć wybór, więc dziękuję firmie za udzielenie mi owego. Zdecydowałam się na dwa produkty, które pochodzą od marki GlySkinCare

Pierwszym jest Rozśwletlający suchy olejek arganowy do ciała i włosów (klik), a drugim Maska do włosów z olejem kokosowym, kolagenem i keratyną (klik. Jestem bardzo ciekawa jak się spiszą. 


Czytaj dalej...

Bell | Moroccan Dream Matte Liquid Lips nr 1

Mimo, że jestem wierną fanką matowych szminek z Golden Rose to staram się nie być monotematyczna i testować też te z innych marek. Polskie firmy w tym temacie także mogą zaskakiwać a przykładem jest Maroccan Dream Matte Liquid Lips od Bell


Te matowe cuda dostępne są w naszych Biedronach, które zostały wyposażone na stałe w szafy Bell i kosztuje grosze, bo 9 zł. Dostępne jest kilka odcieni, ale ja nie byłabym sobą gdybym nie wzięłam, 01 czyli czegoś w nude. 

Pomadka znajduje się w ładnym, plastikowym opakowaniu z poręcznym aplikatorem, dzięki któremu precyzyjne wyrysowanie ust nie jest trudne. Kolory, w jakich została utrzymana została seria są typowo letnie, ale myślę, że każda kobietka znajdzie coś dla siebie. Posiadają także bardzo słodki, ale przyjemny zapach. 


Na samym początku myślałam, że kremowa konsystencja szminki jest słabo napigmentowana co okazało się być nieprawdą. Przy aplikacji bardzo się świeci, co daje złudne wrażenie. Należy nakładać bardzo cienką warstwę, która zasycha po dłuższej chwili na zupełny mat. Delikatnie się klei potem, ale nie czuć jej zupełnie na ustach. Jestem mile zaskoczona trwałością, ale nie zachwycona. Spokojnie utrzymuje się na ustach 4-5 godzin, jednakże nie wytrzymuje jedzenia i picia, wówczas schodzi równomiernie z ust. Nie zauważyłam, aby mocno wysuszała usta, ale jako że noszę takie pomadki codziennie to staram się swoje dwie kreski mocno nawilżać. 

Mój odcień, czyli 01 to typowy nude, w ciepłej odsłonie. Można go swobodnie wkomponować w każdy makijaż. 
Czytaj dalej...

ULUBIEŃCY | LIPIEC 2016

Przez przerwę, którą zrobiłam dużo rzeczy mi się przestawiło i sądziłam, że żadnego podsumowania miesiąca nie zrobię. Zmieniłam jednak zdanie i postanowiłam napisać, chociaż ulubieńców, którzy poniekąd pokryją się z nowościami, gdyż są one już ze mną od pewnego czasu, miałam czas na testy, a niedługo będziecie moi o nich przeczytać na blogu. 


Zacznijmy od pielęgnacji i na sam początek ku mojej wielkiej radości Niebieska maska do twarzy (głęboko oczyszczająca) od Bani Agafii. Do drogeryjnych maseczek nawet nie podchodzę, ponieważ jakiekolwiek próby kończą się polem minowym na mojej buzi. Postanowiłam zaryzykować z bardzo polecanymi maseczkami od Agafii, które są w Toruniu dostępne stacjonarnie, więc nie muszę ich zamawiać z internetu. Moje domowe SPA zostało urozmaicone o delikatnie oczyszczającą i nawilżającą maseczkę, którą moja skóra pokochała. Z chęcią przetestuję także inne.


Kolejnymi ulubieńcami są produkty Vianek - tonik (mgiełka) do twarzy oraz krem na noc. Już teraz wiem, że mgiełka zostanie ze mną na długo i będę kupowała ją regularnie, ponieważ nie tylko nadaje się do spryskiwania buzi przed wykonaniem makijażu, ale także do końcowego scalenia wszystkich warstw, czy pozbycia się pudrowości. W dodatku potrafi również usuwać delikatne zanieczyszczenia.
Krem natomiast to jeden z najlepszych kosmetyków na noc, jakie przyszło mi kiedykolwiek stosować. Bardzo przypomina mi krem Niszcz Pryszcz, które swego czasu bardzo mi pomogły. Skóra mojej twarzy dosłownie spija ten kosmetyk i reaguje tylko pozytywami. 

Z kolorówki również przedstawię trzy produkty, gdzie dwa pierwsze są z tej samej kategorii. Są to, bowiem dwie matowe pomadki w płynie. Pierwszą jest bardzo często goszcząca na moich ustach Longstay Liquid Matte Lipstic od Golden Rose o numerze 10, a drugą jedna z nowości Bell, dostępna w Biedronce, Moroccan Dream Matte Liquid Lips w numerze 01. Nie byłabym sobą gdyby nie było to utrzymane w naturalnej czy brązowej tonacji. Dla mnie obie te pomadki i ich odcienie są całoroczne, gdyż świetnie się w nich czuję, a jakoś idealna. 


W sezonie letnim zawsze bardziej skupiam się na ustach i makijażu twarzy, więc moja kolekcja powiększyła się ostatnio o kilka ciekawych kosmetyków do konturowania lub wspomagających tą czynność. Jedną z nich jest właśnie paletka od Kobo - Face Sculpting Palette. Na zdjęciu możecie zauważyć, że szczególnie puder rozświetlający w niej zawarty jest mocno przeze mnie używany, choć bronzery również uwielbiam (są one dostępne w wersjach pełnowymiarowych). Tu pojawi się mój apel do producenta: DAJ MI PUDER ROZŚWIETLAJĄCY W WERSJI PEŁNOWYMIAROWEJ! Najlepiej tez w dużej ilości, gdyż ubóstwiam to jak wygląda pod oczami. 

Jako ostatnie postanowiłam wymienić hybrydy Indigo. Nie wykonuję swojego manicuru sama, ponieważ nie lubię tego robić i wolę chodzić do kompetentnej osoby. I tak po wielu próbach trafiłam w końcu na idealne hybrydy dla siebie, którymi są właście Indigo. 
Czytaj dalej...

Bania Agafii | Oczyszczająca maseczka do twarzy (niebieska)

Skóra mojej twarzy, tak samo jak ciała, jest bardzo specyficzna. Przez lata nauczyłam się, że lubi ona bardzo skromną pielęgnację a wszelkie maseczki, szczególnie te drogeryjne wywołują na mojej buzi istną masakrę, więc z nich całkowicie zrezygnowałam. Jednakże tyle naczytałam się o maseczkach Banii Agafii, że gdy zobaczyłam je w toruńskim Helfy za całe 5,50 to chwyciłam swój pierwszy egzemplarz. 


Opis:
Aktywna maska na bazie błękitnej glinki efektywnie oczyszcza skórę twarzy, ściąga pory, matuje i przywraca naturalny wygląd skóry. Naturalne składniki zapewniają dodatkowe odżywienie i nawilżenie. Nadaje się idealnie do skóry tłustej i mieszanej.
Błękitna glinka - zawiera sole mineralne i mikroelementy, wykazuje działanie przeciwzapalne, skutecznie oczyszcza.
Organiczny ekstrakt malwy - bogaty w witaminy grupy A, B, C, tonizuje i podnosi ochronne właściwości skóry.
Otręby owsiane - zawierają witaminy grupy B, PP, E, odżywiają i przywracają skórze zdrowy i zadbany wygląd.
Woda bławatkowa - tonizuje i nawilża skórę.

Skład: 
Aqua, Kaolin, Glycerin, Centaurea Cyanus Water, Cetearyl Alcohol, Zinc Oxide, Bentonite (and) Xanthan Gum, Malva Sylvestris Extract, Olea Europaea Oil, Avena Sativa (Oat) Kernel Powder, Sodium Cetearyl Sulfate, Benzyl Alcohol, Parfum

Tubka zawierająca w sobie 100 ml maseczki została naprawdę świetnie wykonana, a dzięki temu że jest miękka świetnie dozuje się z niej ilość maseczki i zapewnia również możliwość wykorzystania jej praktycznie w całości.
Maseczka dosiada odpowiednią gęstość, gdyż po nałożeniu nie spływa z twarzy. Jest również odpowiednio kremowa, przez co szybko aplikuję się ją na twarzy. W czasie zabiegu towarzyszy jej owocowy zapach, pomieszany ze specyficzną wonią glinki. Dla mnie jest to bardzo przyjemne i umilające czas noszenia maseczki.
Należy ją nałożyć bardzo cienką warstwą, która potem zasycha na ,,skorupkę", a dzięki temu jest bardzo wydajna. 

Niebieska maseczka ma bardzo delikatne działanie, na czym zależało mi na sam początek. W tym przypadku oczyszczenie jest minimalne, gdyż zawiera w sobie ona sporo emolientów, więc bardziej działa nawilżająco. Po zmyciu jej ciepłą wodą, skóra jest lekko oczyszczona, ale przede wszystkim uspokojona, nawilżona, miękka i gładka. Nałożone po niej kosmetyki są wręcz spijane przez skórę. Zauważyłam, że miała pozytywny wpływ na wypryski. Nie tylko te powstałe szybciej się zagoiły, ale nowe rzadziej powstawały. Odczuwa się po niej zdecydowanie odświeżenie, lekkie ściągnięcie, skóra jest rozjaśniona, czysta, a pory są bardziej domknięte. 

Jestem z niej bardzo zadowolona, na pewno zostanie ze mną na dłużej i z chęcią przetestuję inne maseczki z tej serii. 
Czytaj dalej...
Kosmetyczna Obsesja © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka